Jak nazwać blondynkę toffi, która zmagając się z brakiem samodyscypliny niecodziennie pisze dziennik? Jestem Toffinka, czyli toffi blondynka. Że brzmi to trochę infantylnie? Nie szkodzi. Z dziecka sie do końca nie wyrasta, wtedy świat jest piękniejszy! Uprzedzam, że nie będzie tu żadnego trollowania, bo nie lubię się denerwować z powodu internetowych frustratów. Moderuję! Cenzuruję! Jak chcecie to czytajcie, a jak nie chcecie to nie. Ja po prostu piszę sobie... bo lubię :)
Obserwatorzy
poniedziałek, 23 września 2013
środa, 18 września 2013
Europejskie getto okiem mego aparatu.
Dzielnica Unii Europejskiej. Przestrzeń rozciągająca się pomiędzy stacjami metra: Schuman, Arts-loi i Trone. Ograniczona dwiema ruchliwymi, jednokierunkowymi arteriami: Rue de la Loi i Rue Belliard. W godzinach szczytu stają się nieprzejezdne. Ta dzielnica budzi mieszane uczucia. Została wybudowana na potrzeby Unii Europejskiej z pominięciem jakichkolwiek zasad urbanistycznych. Mieści się tu ponad trzy miliony powierzchni biurowej, ale to i tak za malo dla rozbuchanej do granic możliwości administracji unijnej.
Przy budowie tej bezdusznej szarej dzielnicy nie obowiązywały żadne prawa. Rządziła "wolna amerykanka", której przejawem była dewastacja i calkowite zburzenie ponad stu secesyjnych perełek architektonicznych. W ich miejsce powstały budowle ze szkła i aluminium. Nadal ciągle cos się burzy, buduje, wynajmuje, sprzedaje. Proceder ten był już wielokrotnie opisywany i dyskutowany w różnych mediach. Rozmaite grupy wpływów doprowadzają do ruiny całkiem solidne domy, po to by sprzedać ja grosze zaprzyjaźnionym firmom, a te budują i sprzedają, bądź wynajmują nowe budynki zarabiając fortuny. Ręka rękę myje.
W weekend ta tętniąca życiem dzielnica zamienia się w wymarłe betonowe miasto. Zamknięte sa sklepy, bary, restauracje. Ta szarość i monumentalność robi przygnębiające wrażenie.
Belgowie nie darzą sympatią tego miejsca, ani ludzi tu pracujących. Eurokratów uważa się za ludzi izolujących się od innych, wybrańców losu, stanowiących elitę zarozumialców, którym się wszystko należy. Mają swój żargon, rytuały, swój specyficzny sposób spędzania wolnego czasu, nie asymilują się z resztą społeczności. Dzielnica europejska to według Belgów "bezduszna strefa administracyjna", "getto białych kołnierzyków", "apartheid ekonomiczno-społeczny".
Tak wygląda weekend w dzielnicy europejskiej, nie uświadczysz człowieka na ulicy, miasto-widmo.
Bardzo często "zalatuje" mi klimatami PRLu jeśli chodzi o autopromocję i propagandę sukcesu.
Siedziba Komisji Europejskiej. Kiedy okazało się, że jest zbudowana z materiałów zawierających rakotwórczy azbest, rozpoczęto żmudny proces remontu. Pochłonął on tak olbrzymie pieniądze, że zaangażowani w projekt pogubili się w tych sumach...
niedziela, 15 września 2013
Męska spostrzegawczość

Ci co śledzą mego drugiego bloga: la violette, zapewne wiedzą, że stara baba czyli ja postanowiła nauczyć się pływać. Mąż na początku patrzył sceptycznie, myślał, że mi przejdzie jak i inne słomiane zapały, ale baba, czyli ja we własnej osobie uparcie i wytrwale uczęszczam na lekcje i pilnie trenuję pod czujnym okiem pana instruktora. No może nie takim czujnym, bo raz jak je ode mnie oderwał i wdał się w pogawędkę ze swoimi znajomymi, to się o mało co nie utopiłam, ale wszystko dobrze się skończyło bo pan ratownik przytomnie rzucił się na pomoc. Ale ja nie o tym.
Otóż mój małżon pomyślał, że jednak będą ze mnie ludzie, popatrzył na mnie krytycznym okiem i rzekł:
- Ty naprawdę chyba będziesz pływać. Trzeba cię profesjonalnie ubrać. I pojechaliśmy zakupić co trzeba. Wyposażyliśmy mnie od stóp do głów, z wyjątkiem okularków, bo te pożyczył mi pan ratownik, tak na dłużej. Na następna lekcję zachodzę w nowym stroju, nowym czepku, z nowym profesjonalnym ręcznikiem (co to niby wodę absorbuje do kilkadziesięciokrotności swojej powierzchni). Ba! Nawet nowe klapeczki kupiłam. Tylko okularki stare. Te pożyczone.
Pan instruktor z iście męską spostrzegawczością zakrzyknął na mój widok:
- O! Kupiłaś sobie nowe okulary! - wiecie, w myśl zasady, że gdzieś dzwoni, tylko nie wiadomo w którym kościele.
- Okulary są akurat stare...
- Hmm, to są te, które ci dałem? - z konsternacją podrapał sie po głowie - bo jakoś tak inaczej wyglądasz...
Cóż... Pomyślałam, że nie ma sensu chłopu tłumaczyć, że nowy strój, klapeczki... Facet facetem. Dobrze, że chociaż te swoje stare okulary dojrzał w innym, nowym świetle.

Przypomniał mi się taki żart wyczytany gdzieś w prasie. Dziewczyna, która chodziła jak ja na naukę pływania, spotkała kiedyś na mieście swego instruktora, który był z żoną. Ukłoniła mu się, a on zdumiony zawołał:
- Kompletnie cię nie poznałem. Wiesz, bez ubrania wyglądasz zupełnie inaczej! Nie trzeba mówić jaką minę miała jego żona w tym momencie. Bo takt i dyplomacja to druga ważna cecha mężczyzn obok spostrzegawczości. Fajni są ci nasi panowie. Zabawni.
niedziela, 8 września 2013
czwartek, 5 września 2013
Uff, jak gorąco!
Jakie upały! Dziś było 34 stopni w cieniu. Kto to wytrzyma! Uff.
To jest ponad siły normalnego psa!
Woda gasi pragnienie tylko na chwilę...
Mamy tego serdecznie z Kajetem dosyć. Już chyba wolę belgijską porę deszczową! Podczas deszczu dobrze drzemie się na kanapie lub ogląda z panem telewizję w ulubionym fotelu.
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Klient ma zawsze rację.

Wchodzę
na moment do polskiego sklepu w poszukiwaniu pomidorów, polskich pomidorów.
Wyfiokowana klientka wykłada produkty na ladę, konwersując z ekspedientką. O
czym najlepiej się rozmawia, jak nie ma o czym? Wiadomo.
-
W Polsce to nawet ten deszcz jest jakiś inny – zagaduje dziewczyna
zza lady – tak później jest przyjemnie rześko. A tutaj po deszczu dalej duszno.
-
Ależ proszę pani! – unosi brwi wyfiokowana i mówi z politowaniem –
To są zupełnie różne klimaty! Wystarczy elementarna znajomość geografii, by
wiedzieć, że Polska leży w klimacie ŚRÒDZIEMNOMORSKIM.
Łapiemy
z ekspedientką wzajemne zdumione spojrzenia. Dziewczyna robi gest jakby chciała
coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili gryzie się w język. Patrzy na mnie
wymownie. Klient nasz pan! Niech jej będzie!
wtorek, 13 sierpnia 2013
Chwalić czy ganić?
Zawsze mam mieszane
uczucia gdy widze zarabiające na ulicy dzieci. Z jednej strony pochwalić należałoby
przedsiębirczość, z drugiej zaś istnieje duże prawdopodobieństwo, że są wysyłane
na ulicę siłą i muszą oddawać zarobione pieniądze np. rodzicom na wódkę. A ty
co sądzisz na ten temat?
piątek, 5 lipca 2013
Krowi wątek
Ostatnio
czepiłam się krowiego ogona, o przepraszam-tematu… Jak wiecie mieszkam na wsi
(chociaż te wsie mają zupełnie inny wygląd i charakter niż w Polsce.)
Tak czy owak, o takich miejscach mówi się: “dziury zabite dechami”, albo, że “wrony tam zawracają”, tudzież – “psy d….szczekają”. Parafrazując to ostatnie określenie w odniesieniu do zdjęcia jakie zrobiłam miejscowemu bydłu rogatemu, można postawić śmiałą tezę, że w mojej wsi role psów przejęły krowy. Do miłego…
Wielkie poruszenie w zagrodxie.
- Dziewczyny, casting! Zdjęcia robią. Może załapiemy się na okładkę!
Tak czy owak, o takich miejscach mówi się: “dziury zabite dechami”, albo, że “wrony tam zawracają”, tudzież – “psy d….szczekają”. Parafrazując to ostatnie określenie w odniesieniu do zdjęcia jakie zrobiłam miejscowemu bydłu rogatemu, można postawić śmiałą tezę, że w mojej wsi role psów przejęły krowy. Do miłego…
Wielkie poruszenie w zagrodxie.
- Dziewczyny, casting! Zdjęcia robią. Może załapiemy się na okładkę!
środa, 3 lipca 2013
Abdykacja krola Belgii.

Najpierw Benedykt, a teraz krol Belgii oglosił swoja abdykację. Czy to nowa moda w XXI wieku, czy przejaw większej odpowiedzialności i troski za powierzone dzieło?
Król bedzie abdykował w lipcu ( chyba 21 lipca jak się nie mylę) Jego syn Filip nie cieszy się zbytnio przychylnością poddanych. Uchodzi za grubianina i gbura (czy to przypadkiem nie jest jedno i to samo?). Za to nie jest snobem. Jak żywo przypomina mi Leopolda II (swego dziadka, czy pradziadka?) Tamten też budził sprzeczne emocje, z przewagą tych negatywnych. Często robi sam zakupy w jednym z miejscowych Carrefourów. Traf chciał, że pracuje tam mąż koleżanki - stąd znam te plotki z pierwszej ręki. Ponoć jednej z kasjerek miał zapytać, czy identyfikator zawieszony na piersi za pomocą agrafki "nie kłuje ją w cycki." Jak na przyszłego krola to niezbyt elegancko...Zresztą od małego książę miał przypięta łatkę "enfant horrible", w mlodości wslawił się licznymi skandalami z udziałem pieknych kobiet, choć sugerowano mu również, że jest gejem.

Księżna Matylda to taka belgijska"księżna Diana". Pochodzi z rodziny Komorowskich, biegle włada pięcioma językami, ale niestety - nie polskim. Więcej o książęcej parze można przeczytać tutaj

Jako ciekawostkę powiem, że mój mąż miał przyjemność zupełnie przypadkiem poznać matkę przyszłej królowej Belgii hrabinę Annę Marię z domu Komorowską. Okazała się bardzo skromną, miłą, ciekawą kobietą, mówiącą piękną polszczyzną (aż dziw, że swoich dzieci nie nauczyła ojczystego języka) Nawet mam od niej na pamiątkę... trzy pierścionki, które nie maja żadnej większej wartości (nie jest to chyba nawet srebro), ale są piękne i maja wartość sentymentalną. I żeby nie bylo, że się chwalę znajomościami, hi, hi - to były to krótkie, powiedziałabym kontakty zawodowe. Dobrych parę lat temu.
To tyle odnośnie dzisejszego newsa z Belgii. Ale się porobiło: w Belgii i w Polsce te same rody u władzy. Tu, u mnie Komorowska, a w Warszawie - też Komorowski, tyle, że bez korony, ale za to orzeł ją ma :)
P.S. Zdjęcia pochodza z netu i nie sa moja własnością wcale, a wcale!
niedziela, 23 czerwca 2013
Subskrybuj:
Posty (Atom)
































