
Jadąc dziś
do pracy usłyszałam o manifestacjach rolników, którzy zjadą się dziś ( już się zjęchali) z całej Europy
domagać się swoich praw w Unii Eureopejskiej. Oznacza to ni mniej ni więcej co
zapchane ulice i paraliż miasta przez dwa dni. Oznacza to, że z pracy będę dziś
wracać o godzinę dłużej i później niż zwykle jeść kolację, później niż zawsze
wyprowadzę psy i później się położę spać. Taka reakcja łańcuchowa.
Ale przyjmuję
to ze spokojem. Solidaryzuję się z rolnikami. Za żadne pieniądze świata nie
chciałabym wykonywać ich roboty, która nie uznaje zwolnień, urlopów i dni
wolnych od pracy. Bo od dojenia krów, nawet za pomocą elektrycznych dojarek,
nie ma ulgi, nie ma wolnego. Słuchałam ich wypowiedzi na antenie radia.
Wszystko idzie w gore, ale stawki za mleko Unia obniża. Są rozżaleni.
Jestem
umiarkowaną zwolenniczką Unii. Sama idea nie jest zła, znieśli nam wizy, sporo
ludzi znalazło w strukturach unii pracę, chociaż wielu takich, którzy nie
powinni byli. Popłynął strumień pieniędzy do krajów członkowskich, również Polski.
Ich rozdział to już zupełnie inna bajka.
Choć
wiadomo, że aby je wyjąć, trzeba było najpierw wsadzić, powiem ładniej, dołożyć
się do wspólnego korytka. No i problem w tym, że trzeba mieć refleks i mocne łokcie
by się do niego później dopchać…
Oddaję
sprawiedliwość, nie wszystko jest be, są powody do zadowolenia. Daleka jednak
jestem od zachwytu. Przeraża mnie biurokracja tej instytucji i ogromne koszty
utrzymania. Nie wiem czy ten kolos na glinianych nogach nie runie któregoś dnia
jak nowa wieża Babel.
Jest wiele
bolesnych spraw, paradoksów. Poprawność polityczna, wołanie jednym głosem,
pranie mózgów, na którzy skarżą się ci bardziej myślący. Bo wśród pracowników
Unii nie brakuje bardzo inteligentnych ludzi. Dobrze znam to środowisko. Łączą nas
przyjaźnie i kontakty zawodowe. Słucham nieraz ich opowieści i nie mogę się
nadziwić. To działa jak dobrze zorganizowana wspólnota, by nie rzec sekta.
Takie mam odczucie jak słucham moich rozmówców. Ale może dobre pobory i
materialny spokój do końca życia ( czytaj: do końca istnienia Unii) jest
wystarczającym powodem by zaprzedać wolność swojej duszy. Pomyśl ile
szlachetnych innych celów i marzeń możesz zrealizować dzięki takim poborom –
kusi pracująca tam koleżanka. Ale ja już stara małpa jestem i nie chce mi się
na nowo tego wszystkiego uczyć. Raz już dostąpiłam tego zaszczytu. Jeszcze pare
lat temu nie posiadałabym się z radości, każdy ma
naturalne dążenie do tego by lepiej żyć, zwłaszcza na progu dorosłego życia, to
normalne, ale już nie teraz, nie w momencie, gdzie jestem. Teraz zmieniły się priorytety
i ponad wszystko cenię sobie względną niezależność i święty spokój.
Wolę blogować.
Nie chce mi się dziś o wszystkim pisać. Kiedyś napiszę też na pewno o grabieżczej
polityce urbanistycznej. Aby wybudować ogromne betonowe europejskie “getto”,
wyburzono dziesiątki wspaniałych zabytków. Celowo doprowadza się do ruiny niektóre
budynki, by za ogromne pieniądze budować na ich miejscu inne. Proceder będzie
trwał dopóki, dopóty ktoś będzie z tego czerpał zyski.
Ach! Przypomniałam
sobie, że muszę zadzwonić jeszcze do męża by szerokim łukiem
omijał centrum. Dziś i jutro.










